Image Map
Jak można spędzić wakacje w Australii »
    Kontakt »
 
   Korespondencje
   Wyprawy »
Wyprawy i podróże po Australii - piesze przejście przez pustynie, podróż dookoła Australii motorem - więcej »
   Galeria »
South Australia
Adelaide »
Eyre Peninsula »
Flinders Rangers »
Kangaroo Island »
Coober Pedy »
Hotele w Adelaide »
Queensland
Brisbane »
Whitsundays »
Cairns »
Gold Coast »
Wielka Rafa Koralowa »
Mt Tamborine »
Fraser Island »
Hotele w Brisbane »
New South Wales
Sydney »
Bega »
Hotele w Sydney »
Victoria
Melbourne »
Great Ocean Road »
Port Fairy »
Philip Island »
Hotele w Melbourne »
Northern Territory
Kakadu »
Darwin »
Tennant Creek »
Hotele w Darwin »
Western Australia
Broom »
Perth »
Hotele w Perth »
Tasmania
Hobart »
Hotele w Hobart »
ACT
Canberra »
Hotele w Canberra »
Book Hostels Online Now

Podroz poslubna


Odcinek 3 - Wielka Rafa Koralowa

Przemek jest czytelnikiem tej strony. Sam sporo wie o Australii i czescia tej wiedzy chce sie podzielic:

Australia 2001
30 września - 3 listopada 2001
Monika i Przemysław Płuciennikowie
Pamiętnik z podróży (poślubnej). Zapraszamy do obejrzenia krótkiej galerii zdjęciowej i kilku informacji praktycznych na naszej stronie.

> Odcinek I - Sydney >
> Odcinek II - Canberra, Melbourne i >
> Odcinek III - Wielka Rafa Koralowa >
> Odcinek IV - Czerwone Centrum i powrót do Sydney >
 





Dzień 19 - 18 X czwartek - Cairns


O 7am byliśmy na krajowym lotnisku w Sydney. Samolot Boeing 747 leci do Cairns 2,5 godziny. Po wyjściu z samolotu pierwsze wrażenie jest powalające: temperatura powietrza dużo powyżej 30 st. C, a wilgotność zbliżająca się do 100%. Myśleliśmy nieśmiało o rozbiciu namiotu na kempingu w Cairns, ale warunki klimatyczne wybijają nam to z głowy: trudno sobie wyobrazić jak można wytrzymać w nieklimatyzowanym namiocie. Bierzemy się kurs busikiem z lotniska do szumnie nazwanego CBD w Cairns (szumnie bo Cairns to miasteczko niewiele ponad 100 tys. mieszkańców liczące). Tutaj ostrzeżenie: bilet autobusowy z lotniaska kosztuje 7$ na osobę, co czyni ten kurs droższym niż przejazd taksówką!
Wysiadamy na głównej nadmorskiej ulicy w Cairns: Esplanade St. i zamawiamy 2 noclegi w schronisku dla plecakowiczów: Cavarella Backpackers 77. Pokój jest 2 osobowy, ale posiada sfatygowany klimatyzator, który obniża temperaturę o jakieś 10 st.C. Zbawienie po prostu. W dodatku w schronisku jest basen z lekko słonawą wodą. Korzystamy z niego bardzo chętnie. W ogóle okazuje się, że w północnej Australii basen nawet przy najtańszym schronisku jest normą.
Wieczorem robimy spacer po Cairns. W mieście widać w zasadzie tylko hotele i sklepy (w większości klimatyzowane).

Dzień 20 - 19 X piątek - Cairns

Tropikalny klimat daje nam się we znaki. W nocy spało się ciężko pomimo działającego klimatyzatora.
Ten dzień ma być "odpoczynkowy". Wybieramy się więc na plażę nad Morzem Koralowym: Clifton Beach. Można tam dojechać autobusem SunBus (bilet 9$ w obie strony). Na plaży raj: woda ciepełko, upał, palmy, pustki na plaży. Wszędzie pełno ostrzeżeń; a to przed krokodylami słonowodnymi czyhającymi rzekomo na spacerowiczów zapuszczających się do ujścia rzeczki, a to przed jadowitymi meduzami (ilustrowane dość przekonującymi zdjęciami poparzeń). Na szczęście jesteśmy tu jeszcze przed rozpoczęciem sezonu występowania meduz i można w zasadzie spokojnie kąpać się w zupie zwanej Morzem Koralowym.
Robimy sobie spacer plażą do Palm Cove skąd łapiemy powrotny SunBus.

Wieczorem zimne australijskie piwko w "Night Markets" smakuje wybornie.
Na zakończenie dnia wielka dla nas atrakcja: po ścianie w schronisku biega mała jaszczurka.
Stworzenie to zupełnie nieszkodliwe, tyle tylko, że hałasujące odrobinę (charakterystyczne "cykanie").



Dzień 21 - 20 X sobota - Kuranda


Udajemy się z samego rana austobusem do stacji kolejki linowej SkyRail, która ma nas zawieźć ponad lasem deszczowym do Kurandy. Widoki z wagonika rzeczywiście są wspaniałe i warto wydać 30$ na podróż kolejką w jedną stronę. Dla nas to pierwsze spotkanie z tropikalną dżunglą. Pozostało jej już w Australii
naprawdę niewiele. Kolejka SkyRail posiada 2 stacje przesiadkowe. Na pierwszej można odbyć spacerek po lesie deszczowym (ścieżka dydaktyczna z drewnianym chodnikiem i tabliczkami), a na drugim spojrzeć na wspaniałe wodospady Barron Falls. Całość tworzy Barron Gorge National Park. Kolejką przejeżdzamy nad drzewami sięgającymi 50m wysokości oraz nad rzeką, w której podobno roi się od krokodyli (nie widzieliśmy żadnego).
Kuranda to małe miasteczko w środku dżungli. Założone w okresie gorączki złota teraz pełni funkcję czysto turystyczną. Stałych mieszkańców ma tylko niewiele
ponad 600.
Warto wybrać się do wspaniałego Sanktuarium Motyli i odbyć krótki spacer po lesie deszczowym (widzieliśmy prawdziwego kazuara na wolności).
Drogę powrotną odbywamy kolejką Scenic Railway. Zarówno ciuchcia jak i stacja kolejowa utrzymane są w klimacie z minionej wiele lat temu epoki. Siedzimy w drewnianym wagoniku i podziwiamy okolicę. Pociąg mija 15 tuneli na odcinku 34km. Po drodze znów możemy podziwiać wodospady, potem widok na Cairns i na Morze Koralowe
.
Ciuchcia


Dzień 22 - 21 X niedziela - Cairns - Wielka Rafa Koralowa

Dzisiaj główny cel naszej podróży do Queensland: australijska Wielka Rafa Koralowa. Kupujemy wycieczkę statkiem SuperCat za 64$ na osobę. Start o 8:30am z przystani w Cairns. Odwiedziliśmy rafy Hastings i Saxon. W sumie w ciągu jednego dnia jakieś 3-4 godziny pływania z rurką (po angielsku nazywają to snorkelling) z przerwą na lunch na pokładzie SuperCata. Uznajemy wspólnie, że Wielka Rafa to największy cud Australii. Olbrzymie żółwie, nieskończone ilości ryb we wszystkich kolorach świata, korale, ukwiały. Żeby to wszystko zobaczyć nie trzeba nurkować, ale wystarczy zanurzyć głowę pod wodę i rozkoszować się widokiem. Dla pewności urzymania się na powierzchni wkładamy pod pachy grube piankowe rurki utrzymujące nas na powierzchni. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to że słona woda powoli zmywa z naszych pleców krem chroniący przed Słońcem. Efekt jest taki, że Monika musi spędzić noc z mokrym ręcznikiem na plecach.

Dzień 23 - 22 X poniedziałek - Port Douglas


Pomysł na wyjazd do Port Douglas podsunęło nam schronisko YHA, które zapewnia darmowy transport autobusowy z Cairns i z powrotem jeśli wykupi się nocleg w schronisku YHA w Port Douglas. Jedziemy więc 60km z Cairns do Port Douglas. Przez całą podróż leje rzęsisty tropikalny deszcz, ulewa wręcz. Odżywają górskie strumienie. Kierowca jest na tyle miły, że przed wysadzeniem nas przy schronisku robi rundkę busikiem po miasteczku.
Połowę dnia spędzamy w schronisku , bo wciąż pada. Dostajemy 4 osobowy pokój, który dzielimy z parą sympatycznych Kanadyjczyków (też są tu na wakacjach).
Samo Port Douglas to dość senne o tej porze roku miasteczko turystyczne, wielkością trochę przypomina polskie Mielno, ale nie posiada tak ładnej promenady nadmorskiej. Za to pełno tutaj palm oraz gromad krzykliwych i kolorowych papug.

Dzień 24 - 23 X wtorek - Port Douglas

Zapowiadający się nudno pobyt w Port Douglas okazuje się całkiem przyjemny. Dzięki jednodniowej ulewie mamy sposobność obcowania z dziką tropikalną przyrodą w małym strumyku przydrożnym: kraby w różnych kolorach, poskoczki mułowe i bliżej nieznane ryby. Chmary papug fruwają z drzewa na drzewo. Przy tym wszystkim plażujemy na 4 milowej plaży w otoczeniu palm.
Wieczorem mamy zabawę z jaszczurką biegającą po ścianach pokoju. Monika nie może spać z myślą, że to biedne stworzenie jest gdzieś blisko.
To spotkanie podsuwa nam myśl, że pomysł z rozbiciem namiotu w Ayers Rock nie był najlepszy. Nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do pełzającego wszędzie robactwa.
Dziś zaczął się 4 tydzień pobytu w Australii.

Dzień 25 - 24 X środa - Cairns

Rano Kanadyjczycy pojechali zwiedzać rafę, a my wróciliśmy darmowym autobusem do Cairns. Tym razem zamieszkaliśmy w schronisku Central YHA i to był chyba błąd, bo pełno tu prusaków, czy innych karaluchów. Pokój 6-osobowy dzielimy ze skośnookimi (chyba z Korei).
Po południu pojechaliśmy do centrum kultury aborygeńskiej Tjapukai (koło stacji kolejki Skyrail). Centrum prezentuje czystą komercję nastawioną na turystów (głównie z Japonii - tych jest więszkość). Najpierw film, potem pokaz tańca, a na koniec próba gry na digeridoo i rzucania bumerangiem oraz oszczepem.
W drodze powrotnej mamy emocjonujące przejście przez ruchliwą ulicę w celu złapania autobusu w stronę miasta. Wyraźnie widać, że normą jest tu raczej poruszanie się samochodem. Na przystanku brak jakiegokolwiek oznakowania ani rozkładu jazdy - po prostu zatoczka.
W schronisku zamawiamy wycieczkę na Zieloną Wyspę (Green Island). Rafa koralowa nas ciągnie ponownie.
W schronisku jest mały, ale ładny basen (pierwszy z wodą naprawdę słodka, a nie słonawą). Pogoda jest ładna, ale nie jest tak gorąco jak kilka dni temu.

Dzień 26 - 25 X czwartek - Cairns (znów Wielka Rafa Koralowa)

Ostatni dzień w Queensland nie zaczął się najlepiej, bo od zabicia 3 karaluchów.
Potem jednak było super. Kilka minut po 10am byliśmy już na Green Island, założyliśmy fajki do "snorkowania" (Przemo dodatkowo kapok) i hejże! Znów 3-4 godziny oglądania rafy (z przerwą na lunch). Tym razem założyliśmy do wody koszulki i spodenki żeby się nie spalić.
Zielona wyspa to część tzw. rafy wewnętrznej. Jest trochę uboższa, ale sam pobyt na koralowej wyspie jest wspaniały. Piasek koralowy na plaży, a w morzu rozgwiazdy, płaszczki, ryby ukwiałowe. Tu jest naprawdę jak w raju i szkoda nam wracać.
Kupujemy troszkę jedzenia na zapas do Czerwonego Centrum (słusznie przypuszczając, że będzie tam drożej) i spędzamy ostatnią noc w Queensland w towarzystwie karaluchów i Koreańczyków (przepraszam za zestawienie, ale naprawdę tak się złożyło).


1 2 3 4