Image Map
Jak można spędzić wakacje w Australii »
    Kontakt »
 
   Korespondencje
   Wyprawy »
Wyprawy i podróże po Australii - piesze przejście przez pustynie, podróż dookoła Australii motorem - więcej »
   Galeria »
South Australia
Adelaide »
Eyre Peninsula »
Flinders Rangers »
Kangaroo Island »
Coober Pedy »
Hotele w Adelaide »
Queensland
Brisbane »
Whitsundays »
Cairns »
Gold Coast »
Wielka Rafa Koralowa »
Mt Tamborine »
Fraser Island »
Hotele w Brisbane »
New South Wales
Sydney »
Bega »
Hotele w Sydney »
Victoria
Melbourne »
Great Ocean Road »
Port Fairy »
Philip Island »
Hotele w Melbourne »
Northern Territory
Kakadu »
Darwin »
Tennant Creek »
Hotele w Darwin »
Western Australia
Broom »
Perth »
Hotele w Perth »
Tasmania
Hobart »
Hotele w Hobart »
ACT
Canberra »
Hotele w Canberra »
Book Hostels Online Now

Wyprawa Radka relacja bezposrednia


Odcinek 1 opublikowany 22.05.2002. Pomysl, poczatki, wizy, bilety

Wyprawa Radka - relacja bezposrednia
  Wstep
> Pomysl, poczatki, wizy, bilety
> Australia, z czym to sie je?
> Zbieranie kwitow
> Jak pokonac te trase?
> Dzien wyjazdu
> A jednak kraina Oz naprawde istnieje
> Za kolkiem, z Sydney do Bega
> SMS z Port Fairy, Jedziemy dalej
> Adelaide
> Miasteczko jak Alice Springs
> SMS ze szczytu Uluru, Dziennik z Alice
> SMS znad oceanu, Z Czerwonego Centrum do tropikalnych plaz
> SMS z drogi, brzegiem Pacyfiku w dol, Rozkosze i cuda
> SMS z punktu wyjscia,
> SMS z Frankfurtu - Europa, Europa!!
SMS z Poznania - Godzina powrotu
Juz w domu
> Zakonczenie i podsumowanie
 


Witam serdecznie wszystkich zainteresowanych relacjami z przygotowan i (mam nadzieje) z samego przebiegu wyprawy do i po Australii.

Poznajmy się: mam na imie Radek, skonczylem wlasnie 30 lat i wraz z Justyna, moja zona i 7letnim synem Aleksandrem mieszkam w niewielkiej miejscowosci opodal Poznania. Prowadze w Poznaniu niewielka agencje reklamowa, Justyna jest wykladowca jezyka niemieckiego w jednej z poznanskich wyzszych uczelni.

Na pomysl zorganizowania wyprawy do Australii wpadlem podczas ostatnich Swiat Bozego Narodzenia (2001), obijalem się z pelnym brzuchem po mieszkaniu gdy mój wzrok, przeslizgujac się po grzbietach sczytanych ksiazek na polce, padl na okladke przewodnika Nelles Guide pt. AUSTRALIA. Pamietam, ze przewodnik ten kupilem pare lat temu, zafascynowany odleglym kontynentem, by chociaz na papierze posmakowac tego tajemniczego kraju. Przeczytalem, pomarzylem, platoniczna milosc rozgorzala ale jak można się latwo domyslic, do konsumpcji nie doszlo. Powiem szczerze: nawet nie zadalem sobie trudu, by sprawdzic, z jakim nakladem kosztow wiazalby się wyjazd. Po prostu w glowie zapalila się zaroweczka – stary, to jest drugi koniec swiata, gdzie ty tam...

Podroze po Europie, wakacyjne wypady samochodem wzdluz i w poprzek Starego Kontynentu wystarczajaco napedzaly stracha naszym rodzicom, ciagle slyszelismy; po co tam pojedziecie, 3 tys. km za kolkiem to niepotrzebne, lepiej u nas, nad morzem... A my tym czasem, razem z malym Alexem, jezdzilismy, gdzie oczy poniosa. W zeszle wakacje zatrzymalismy się w punkcie, skad nie można było dalej jechac – przyladek Cabo da Roca w Portugalii, najdalej na zachod wysuniety kawalek Europy, i już wiedzielismy, ze nastepnym razem trzeba zrobic wypad dalej.

Wprawdzie mój przewodnik sprzed paru lat okazal się (o czym dowiedzialem się porownujac z innymi, nowymi wydaniami) troche nieaktualny, jego ponowna lektura wystarczyla by od nowa zafascynowac sie Australia. Padla propozycja: jedziemy?

Zaczelismy od jazdy palcem po mapie (niemieckojezyczne wydanie mapy samochodowej Australii i Nowej Zelandii, World Cart RV Verlag, 25 zl) i dopasowania tras opisanych w przewodnikach do konkretnych drog i drozek. Pojawily się pierwsze pewniki:

  • musimy jechac w wakacje (zona wykladowca), czyli australijska zima,

  • na maksymalnie miesiac (moja praca),

  • objechac jak najwiekszy szmat kontynentu

  • za jak najmniejsze pieniadze (bez komentarza).

Powstal szkic trasy:

  • lecimy do Sydney

  • stamtad przemieszczamy się do Melbourne wzdluz wybrzeza

  • dalej Adelaide i Port Augusta

  • skok w Red Centre do Alice Springs i ulokowanych opodal (jak na australijskie warunki, ok. 500 km) Uluru i Kata Tjuta

  • dalej przez Tennant Creek i Mount Isa na wschodnie wybrzeze do Townsville

  • wzdluz wybrzeza przez Brisbane z powrotem do Sydney.

Jak zobaczycie na mapie, może uda nam się objechac prawie pol Australii, nie zapominajac oczywiscie o drugiej polowce w czasie nastepnej wyprawy.

Teraz ekipa: podrzucilismy pomysl moim kuzynkom – podrozniczkom, one dalej swoim znajomym i poczatkowo akces do wyjazdu zlozyly oprocz nas jeszcze cztery osoby, w sumie mielismy jechac w 4 kobiety i 2 mezczyzn. Omawianie sprawy zaczelismy w styczniu tego roku (2002). Troche oczywiscie trwalo, zanim udalo sie spotkac i pogadac, ale w koncu zebralismy się w komplecie. Wszyscy z nas byli już zahartowani w roznych dziwnych eskapadach, podchodzilismy do sprawy entuzjastycznie. Sporzadzilismy plan dzialan z podzialem na role: przede wszystkim szukamy biletow, Justyna i ja, niemieckojezyczni, przetrzasamy strony internetowe w Niemczech, kuzynka po rocznym pobycie w USA szpera po tamtejszych serwerach. Zadania papierkowe wzialem na siebie ja.

Okolo poczatkow lutego wyslalem prosbe do Ambasady Australii ( www.Australia.pl) o przeslanie 6 wnioskow dla wiz turystycznych, co zaowocowalo po jakichs 3 tygodniach telefonem od milej pani z ambasady z zapewnieniem, ze choc odpowiedz jest opozniona, to nasze formularze zostaly wlasnie przeslane. I rzeczywiscie, wkrotce potem dotarly.

Umowilismy się na kolejne spotkanie w grupie i niestety tu zaczely się schody. Po kolei rezygnacje z wyjazdu zaczeli skladac wszyscy potencjalni uczestnicy. Powody były rozne, przede wszystkim strona finansowa przedsiewziecia. Faktem jest, mielismy dosyc mgliste pojecie ile to może kosztowac, wprawdzie pierwsze obserwacje ofert na przeloty napawaly optymizmem, znalezlismy jakies oferty ponizej 3 tys. zl za przelot, ale nie było to nic pewnego. Nie mielismy pojecia, jakie wydatki czekaja nas na miejscu, wszystko mialo być dopiero sprawdzone. Ale mit o drugim koncu swiata był nie do obalenia: wszyscy spodziewali się koszmarnych kosztow i postanowili mierzyc sily na zamiary. Dodatkowo, wydaje mi się, gore wziela obawa przed strona logistyczna wyjazdu, przed trudnosciami i problemami zwiazanymi z organizacja.

Justyna i ja bylismy jednak już zdeterminowani, za duzo czasu poswiecilismy na puszczanie wodzow wyobrazni, by teraz odstawic przewodnik znow na polke na pastwe kurzu: postanowilismy jedziemy! Zabralismy się do dziela.

Do tej pory nie mialem zadnych doswiadczen jezeli chodzi o planowanie podrozy samolotem. Wprawdzie bylismy z zona na jednym wypadzie samolotowym na Teneryfie na Wyspach Kanaryjskich, ale calosc byla organizowana przez biuro podrozy, czyli zadna filozofia. Reszte naszych podrozy po Europie odbywalismy zawsze wlasnym samochodem i z namiotem, co nie wymaga zadnych rezerwacji i ogladania sie na ceny.

Za pierwszy cel postawilismy sobie zdobycie informacji na temat przelotow no i oczywiscie zalatwienie formalnosci wizowych.

Wypelnione wnioski wizowe wraz z paszportami, dokumentami poswiadczajacymi zatrudnienie, PITem za zeszly 2001 rok i kwitem oplaty wizowej (140 PLN od sztuki) zaplaconym na poczcie przeslalem przesylka kurierska (25 zl) do Ambasady Australii w Warszawie w polowie marca. Telefonicznie poinformowano mnie, ze rozpatrywanie wniosku potrwa ok. tygodnia po otrzymaniu aplikacji, niestety pozniej (po dwoch tygodniach i moim telefonie do Ambasady) okazalo sie, ze za termin dostarczenia dokumentow uwaza sie date wplyniecia pieniedzy z oplat na konto Ambasady. Jak wiadomo, nasza poczta nie nalezy do najszybszych w transferze pieniedzy, dlatego rozpatrywanie naszych wnioskow rozpoczelo sie dokladnie w 18 dni po przeslaniu ich do Ambasady.

Dowiedzialem sie o tym z telefonu od kolejnej milej pani, ktora przedzwonila do mnie z pytaniem, pod czyja opieka pozostanie w czasie naszego wyjazdu nasz 7letni syn. Porozmawialismy sobie chwilke o zaletach posiadania babc i dziadkow, nastepnie pani poprosila jeszcze o przeslanie faxem wyciagu z konta bankowego na dowod, ze stac nas na taka wycieczke. Rozmowa odbyla sie w piatek, w poniedzialek przeslalem wyciag, a we wtorek kurier dostarczyl nam do domu (na nasz koszt oczywiscie, 25 zl) owizowane paszporty. Cala procedura potrwala wiec 3 tygodnie, niepotrzebnie opozniona przez opieszalosc poczty.

Wtedy zaczalem tez poszukiwac biletow lotniczych na dwojaki sposob: przegladajac strony internetowych sklepow z zamontowanymi wyszukiwarkami i wysylajac maile do biur podrozy w Polsce i Niemczech.

Wyjazd planowalismy na koniec lipca, pobyt na ok. miesiac, tak by 24 sierpnia byc na pewno w Polsce z powrotem (uroczystosc rodzinna, obecnosc obowiazkowa). Do tej pory szperalem za biletami na przeroznych stronach i w kilku biurach podrozy, nie majac jednak wizy nie chcialem rezerwowac najtanszych taryf, poniewaz wiazalo sie to z wykupem po 3 dobach od rezerwacji.

Interesowaly mnie przeloty z Berlina (optymalnie, blisko Poznania) lub Frankfurtu nad Menem.

W biurze Interserw w Lublinie, http://bilety.interserw.pl , po moim mailu, uzyskalem rezerwacje na przelot Korean Airlines z Berlina do Frankfurtu, dalej do Seulu i do Sydney. Cena: 1.168 EURO z podatkiem i oplatami lotniskowymi. Tanszych ofert juz niestety nie bylo, a ta nie byla spelnieniem naszych marzen.

Przeszukalem jeszcze raz oferty internetowe, zmieniajac miejsce wylotu z Berlina na Frankfurt i poszukujac przelotow takze do Melbourne, Adeli i Brisbane, bo przeciez nasze kolko dookoła wschodniej Australii moglismy zaczac w dowolnym punkcie. Rezultaty byly mizerne, znalazlem wprawdzie oferte przelotu z Frankfurtu do Sydney w cenie 1069 Euro, ale po doliczeniu kosztow dotarcia do Frankfurtu autobusem (280 zl, bilet powrotny) wyszlo prawie na to samo.

Postanowilismy wiec zmienic termin podrozy. Okazalo sie, ze na wyloty do 30 czerwca obowiazuja nizsze taryfy i sa jeszcze dostepne miejsca. Sprawdzilem to przy pomocy wyszukiwarek na stronach  www.travelocity.com i www.flyout.de . Na obydwu tych stronach, po wyszukaniu korzystnej taryfy, istniala mozliwosc zakupu biletu online, ale nie zdecydowalem sie na to z roznych powodow.

Strona Travelocity jest ulokowana w USA i stamtad musialyby te bilety do mnie dotrzec. W przypadku Flyout, biura zlokalizowanego w Berlinie, jakos nie mialem zaufania, poniewaz nie bylo mozliwosci zaplaty karta kredytowa, biuro najpierw wymagalo przelewu bankowego, ale nie chcialo wystawic faktury (pani powiedziala mi, ze moze mi recznie napisac ile mam wplacic i przyslac to faxem) a na koncu mailem dostalem wiadomosc, ze bilety trzeba wykupic natychmiast i do nastepnego dnia (!) musze dostarczyc gotowke do Berlina. Zrezygnowalem.

Polaczylem wiec system internetowego wyszukiwania polaczen i dostepnych miejsc z uslugami fizycznych biur podrozy w ten sposob, ze po wyszukaniu konkretnego przelotu i sprawdzeniu dostepnosci, przedzwonilem do biura WCT w Poznaniu. Podalem konkretny przelot, pani potwierdzila mozliwosc rezerwacji i zrobila ja. Cena utrzymala sie na poziomie oferowanym w Internecie, lacznie z taxami i oplatami lotniskowymi wyszlo to 3220 zl czyli 890 EURO za bilet. Oszczednosc ok. 1000 zl na bilecie. Oczywiscie musimy uwzglednic koszt biletu autobusowego do Frankfurtu, ale i tak wychodzi korzystniej. Wykupilismy bilety.

Nasza marszruta przedstawia sie tak:

  • 22.06. wieczorem wyjezdzamy z Poznania autobusem do Frankfurtu. Jestesmy tam 23.06. ok. poludnia.

  • O 23.55 wylatujemy z Frankfurtu liniami Qantas do Sydney z miedzyladowaniem w Singapurze.

  • Podroz trwa 21 godz. 50 min. i po uwzglednieniu roznicy czasu do Sydney przylatujemy 25.06. o 5.30 rano

W druga strone:

  • 25.07. o 15.40 wylecimy z Sydney, via Singapur i 26.07.

  • o 6.00 bedziemy we Frankfurcie. Tam o 15.00 wsiadamy w autobus i

  • 27.06. o 6.00 rano jestesmy w Poznaniu.

Podroz dluga, ale mam nadzieje, ze spokojna i szczesliwa.

Przy poszukiwaniu biletow korzystalem z:

  • http://bilety.interserw.pl fajna wyszukiwarka z opcja wyszukiwania polaczen w granicach +/ 2 dni od zadanych dat (PowerShopper), sprawdza od razu dostepnosc miejsc. Wyslalem do tej firmy maila z prosba o pomoc w wyszukiwaniu, blyskawiczna odpowiedz z gotowa rezerwacja (na Korean Airlines), b. mily gosc obslugujacy system. Chociaz w koncu anulowalem rezerwacje w tym biurze dostalem milego maila z zapewnieniem, ze sa do uslug.

  • www.statravel.de przede wszystkim dla mlodziezy i studentow, ale obsluguja wszystkich. Standardowa wyszukiwarka, tez odpowiedzieli na maila, ale oferta byla dosyc droga.

  • www.flyout.de szybka i sprawna wyszukiwarka, od razu sprawdzajaca dostepnosc, mozliwosc rezerwacji bez zobowiazan na 3 dni, ale pozniejsze problemy przy kontakcie bezposrednim jakos mnie odstreczyly. Ale do szukania jak najbardziej.

  • www.travelocity.com bardzo przyjemny w obsludze portalik podrozniczy, wyszukiwarka wzbogacona o kilka opcji, m.in. moze pokazac najlepsze oferty na danej trasie w terminach od... do.... Nastepna b. fajna rzecza jest Fare Watcher (dla uzytkownikow zarejestrowanych, trzeba podac tylko email i wybrac sobie haslo). Pozwala na rozpisanie do 5 tras, terminow przelotow, oczekiwanej ceny. W momencie pojawienia sie oferty system przesyla maila ze szczegolami. Bezproblemowa platnosc karta kredytowa w szyfrowanym polaczeniu, mozliwosc rezerwacji bez zobowiazan na 72 godz. Polecam.

  • WCT Biuro w Poznaniu, tel. (061) 848 13 42, fax 847 11 77

Poczatkowo zagladalem tez na strony firm lotniczych (KLM, Lufthansa, Singapore Airlines), ale oficjalne cenniki powalaja na kolana. Slyszalem od wtajemniczonych, ze czasem można na tych stronach trafic na atrakcyjne taryfy, ale nic takiego niestety mi się nie przytrafilo. Również biura porozy, w których pytalem o bilety nie przedstawily zadnej korzystnej oferty, choc przeciez wlasnie one powinny najlepiej się orientowac w gaszczu propozycji.

Ciekawostka: w wyszukiwarkach z najlepszymi cenami wyskakiwaly zawsze na 1 miejscu linie ze Zjednoczonych Emiratow Arabskich Emirates Airlines, niestety z uwaga, ze wszystkie miejsca sa już zajete. Nie wiem czy rezerwuja z tak duzym wyprzedzeniem, czy polega to na czyms innym...

Podczas, gdy trwala moja “walka” o bilety, rownie intensywnie zajmowalem się zbieraniem informacji o Australii i planowaniem szczegolowym trasy. Zapraszam do zapoznania się z cz. 2 niniejszego dziennika – opowiesci, już wkrotce w tym samym miejscu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16