Image Map
Jak można spędzić wakacje w Australii »
    Kontakt »
 
   Korespondencje
   Wyprawy »
Wyprawy i podróże po Australii - piesze przejście przez pustynie, podróż dookoła Australii motorem - więcej »
   Galeria »
South Australia
Adelaide »
Eyre Peninsula »
Flinders Rangers »
Kangaroo Island »
Coober Pedy »
Hotele w Adelaide »
Queensland
Brisbane »
Whitsundays »
Cairns »
Gold Coast »
Wielka Rafa Koralowa »
Mt Tamborine »
Fraser Island »
Hotele w Brisbane »
New South Wales
Sydney »
Bega »
Hotele w Sydney »
Victoria
Melbourne »
Great Ocean Road »
Port Fairy »
Philip Island »
Hotele w Melbourne »
Northern Territory
Kakadu »
Darwin »
Tennant Creek »
Hotele w Darwin »
Western Australia
Broom »
Perth »
Hotele w Perth »
Tasmania
Hobart »
Hotele w Hobart »
ACT
Canberra »
Hotele w Canberra »
Book Hostels Online Now

Wyprawa Radka - relacja bezposrednia


Odcinek 20 - opublikowany 23.07.2002 - SMS z punktu wyjscia
Wyprawa Radka - relacja bezposrednia
  Wstep
> Pomysl, poczatki, wizy, bilety
> Australia, z czym to sie je?
> Zbieranie kwitow
> Jak pokonac te trase?
> Dzien wyjazdu
> A jednak kraina Oz naprawde istnieje
> Za kolkiem, z Sydney do Bega
> SMS z Port Fairy, Jedziemy dalej
> Adelaide
> Miasteczko jak Alice Springs
> SMS ze szczytu Uluru, Dziennik z Alice
> SMS znad oceanu, Z Czerwonego Centrum do tropikalnych plaz
> SMS z drogi, brzegiem Pacyfiku w dol, Rozkosze i cuda
> SMS z punktu wyjscia,
> SMS z Frankfurtu - Europa, Europa!!
SMS z Poznania - Godzina powrotu
Juz w domu
> Zakonczenie i podsumowanie
 


Jestesmy w drodze do Harvey Bay. Jutro rano lecimy na Fraser Island. Nie mialem nigdzie dostepu do sieci. Moze znajde cos w nocy, w Harvey. Pozdrawiamy.

 

Odcinek 21 - opublikowany 24.07.2002 - Oztatni dzien

24.07.2002

Przyslowie: "Wszystko, co dobre, to sie dobrze konczy" zmienilbym na: "Wszystko, co dobre, to sie szybko konczy".

I tak wlasnie, szybko i prawie niezauwazenie konczy sie nasza wyprawa do Australii. Siedzimy w kafejce internetowej na parterze schroniska YHA Central w Sydney, gdzie mieszkamy, jest 21.00 (13.00 czasu polskiego) i mamy swiadomosc, ze przed nami tylko jedna noc w Australii.

Do Sydney dotarlismy w poniedzialek przed polnoca, po prawie 24 godzinach podrozy autobusem z Harvey Bay do Brisbane i z Brisbane do Sydney. Chociaz trafilismy wreszcie na prawie nowy autobus Greyhounda (do tej pory zawsze podjezdzaly nieco starsze maszyny nalezace do McCafferty's), ktory byl bardziej komfortowy i obszerny, to jednak podroz dopiekla nam niezle. Tylki mamy obolale do dzisiaj.
W naszej podrozy tak sie do tej pory zdarzalo, ze po jakichs wyrzeczeniach, zawsze trafiala nam sie nagroda, tak bylo i tym razem. Schronisko Sydney Cental YHA to naprawde strzal w 10-tke, jezeli chodzi o zakwaterowanie.

Polozone o niespelna 100 m od dworca Central, na ktorym zatrzymuja sie autobusy i pociagi (i skad, co wazne, odjezdzaja na lotnisko), nowoczesne i sterylnie czyste, z basenem i kawiarnia. Za te wszystkie przyjemnosci trzeba wprawdzie zaplacic (30 A$/os. we wspolnym, 4 lub 6-osobowym pokoju), ale wszystko ma sie pod reka.

Pokoj rezerwowalismy przez Internet (www.yha.com.au) i okazalo sie, ze system przydzielil nas do dwoch roznych pokoi. Obsluga na miejscu zmienila to w ten sposob, ze pierwsza noc spedzilismy w czworce, z dwoma innymi "plecakowiczami", na pozostale dwie dostalismy za to "dwojke" bez zadnej doplaty. Czy nie mozna uznac tego za szczesliwy omen?

Wtorek, 23.07.2002 spedzilismy na zwiedzaniu centrum Sydney. Bedac w tym miescie zaraz po przylocie jeden dzien, nie dalo sie prawie nic zobaczyc. Teraz zaczelismy rowniez od Circular Quay, z polozona tuz obok Opera i widokiem na Harbour Bridge. Wydaje sie, ze to maly skrawek ziemi, ale spedzilismy tam caly dzien. Pogoda dopisala, bylo cieplo i slonecznie. Jak na srodek zimy, to nic do zarzucenia. Dzinsy i koszulka polo, to wlasciwy stroj na te pore roku w Sydney. Weszlismy na most, by podziwiac panorame miasta (5 A$/os. wejscie na pylon mostu), obeszlismy dzielnice The Rocks, z najstarszymi budynkami w miescie, wreszcie poczekalismy na zachod slonca, by sfotografowac opere i most w nocnej szacie, podswietlone i tajemnicze.

I o ile Harbour Bridge prezentowal sie calkiem okazale, to Opera nas zawiodla. Podswietlenie bylo bardzo mizerne, zaledwie pare reflektorow, tak ze caly budynek prezentowal sie nieciekawie. Nie wiem, czym bylo to spowodowane, mam nadzieje, ze to tylko chwilowy problem, inaczej uznam, ze potencjal tego miejsca jest calkiem niewykorzystany (co do Australijczykow niepodobne, potrafia wyciagnac korzysc z niczego).

W kazdym razie, urok tego miasta sprawil, ze zakochalismy sie w nim. Widzielismy sporo austaliskich, wiekszych i mniejszych, miast, jednak to wlasnie Sydney zrobilo na nas najwieksze wrazenie. Melbourne poznalismy z lotu ptaka i (przynajmniej z tej wysokosci) wydalo sie nam malo przyjazne i obce,

Adelaida jest pieknym miastem, takim, w ktorym chcialoby sie zamieszkac, ale rownoczesnie sprawia wrazenie malo dynamicznego i "swiatowego", Cairns traci nieco turystyczna komercja, a Brisbane ogladane z okien autobusu odpycha betonem wylanym na plaze.

To bedac w Sydney, majac w zasiegu wzroku budowle, ktore zna caly swiat, widzac tlum ludzi poruszajacy sie z gracja, a rownoczesnie ze sporym wdziekiem i luzem, czulismy prawdziwy klimat metropolii. Czujemy go nadal, spacerujac po George St., Chinatown czy Darling Harbour.

Zrobilismy sporo zakupow, przede wszystkim drobiazgow dla rodziny i znajomych. Bogactwo upominkow przeraza, chcialoby sie wziac to wszystko ze soba, czy to szmirowate kangurki z pluszu, czy bogato zdobione wyroby sztuki aborygenskiej. Szkoda, ze bagaz moze wazyc tylko 20 kg ...

Pozegnanie z Australia urzadzilismy sobie nietypowo, bo w Chinatown, gdzie zjedlismy pyszna kolacje w jednej z knajpek ze stolikami na ulicy. To ostatni wieczor, ktory spedzalismy sami, we dwoje, bo na nastepny, ten naprawde ostatni, mielismy juz inne plany.

Dzisiaj obejrzelismy dokladnie druga czesc centrum, Darling Harbour z przeslicznym centrum handlowym Harbourside, parkiem dla dzieci i naprawde rewelacyjnym Ogrodem Chinskim (4,50 A$/os.). Chinskie wplywy w Australii sa widoczne na kazdym kroku, spolecznosc imigrantow z Kraju Srodka jest bardzo liczna (zartowalismy, ze na ulicy czujemy sie jak w Hongkongu, tylu tu Azjatow) i odciska swoje pietno na tym kraju. Ogrod Chinski zostal zaprojektowany przez najlepszych specjalistow od zagospodarowania terenow zieleni w Chinach. Jest to prawdziwa oaza spokoju w centrum tetniacego zyciem miasta, przepieknie urzadzona i utrzymana. Nie moglismy stamtad wyjsc przez dwie godziny, robiac mnostwo fotek i sycac sie harmonia i rownowaga tego magicznego miejsca.

Ok. 17.00 spotkalismy sie przy dworcu Central z Pania Teresa i jej mezem Krzysztofem. Pisalem o tym na poczatku relacji. Pani Teresa pracuje w wypozyczalni samochodow BRITZ, z ktorej wynajelismy pojazd na pierwszy etap naszej podrozy po Oz. Wtedy umowilismy sie na spotkanie po naszym powrocie do Sydney i - udalo sie. W pubie opodal centrum spedzilismy razem kilka godzin, rozmawiajac, jakbysmy znali sie od wiekow. Bedziemy bardzo milo wspominac ten wieczor, mam nadzieje, ze kontakt nawiazany w ten nieco nietypowy sposob zostanie podtrzymany i dane nam bedzie spotkac sie jeszcze nie raz, czy to w Oz, czy w Polsce. Dzieki Tereso i Krzysztofie, bylo prawdziwa przyjemnoscia sie z Wami spotkac!

Konczy sie nasza wielka, australijska przygoda. To jednak nie koniec moich relacji. Piszac te slowa, czesto "na szybcika", gdzies po drodze, poruszalem w nich sprawy, ktore akurat przyszly mi na mysl, wiele waznych rzeczy pomijajac. Dopiero pozniej, czytajac juz na stronie Stana opublikowane odcinki, zauwazalem, ze nie napisalem o wielu ciekawych, czasami waznych, czasami blahych wydarzeniach.

Nie napisalem o staruszkach przegrywajacych swe renty w kasynie w Adelajdzie, o upierdliwych mlodych Australijczykach w autobusie, o pechu zwiazanym z zabieraniem czegokolwiek z Uluru, o psach dingo na Fraser Island i na pewno o wielu innych rzeczach.

Postaram sie naprawic swoje niedociagniecia po powrocie do Polski, wtedy zrobie tez podsumowanie "statystyczne": co, gdzie, kiedy i za ile.

Cokolwiek moglbym jeszcze napisac, zrobie to na Wasze zyczenie, dajcie znac, postaram sie nie pominac tego w koncowce relacji. Poskanuje tez zdjecia, ktorych zrobilem do dzisiaj 16 rolek, zobaczyc bedzie mozna nas w czasie naszej Oz-przygody.

Jutro, o 15.40 (7.40 w Polsce) wylatujemy do Frankfurtu. Trzymajcie kciuki.

Koncze, bo zamykaja kafeje, pa, i do zobaczenia po powrocie
________________________________

Czesc Justyno, bywaj Radku, a wlasciwie ... do zobaczenia!

Czekam na Wasze SMSy, z Singapuru i z Frankfurtu, i na dalsze obiecane uzupelnienia i podsumowania relacji z tych 8000 km szlakami i bezdrozami Krainy Oz (ktora naprawde istnieje).

I polegaj tu na profesjonalistach!? Karen, Travel Consultant, powiedziala onegdaj, ze to, czego Wy wlasnie dokonaliscie, jest zamiarem nierealistycznym. Nie wziela chyba pod uwage tego, ze "Polak potrafi".

Wsiadajac jutro do samolotu, tylko fizycznie i tylko tymczasowo, opuscicie Australie. Od tej szalonej, 30-dniowej podrozy, Wasza przygoda z krajem Nisko-Pod-Spodem (Down Under) dopiero sie zaczela. Zostaliscie namagnesowani. Juz po kilku tygodniach, gdy tylko nacieszycie sie rodzina i przyjaciolmi, magnetyczna sila Oz da o sobie znac. Jej moc podobno nie maleje z czasem, a wrecz odwrotnie.

Jej dzialanie przejawia sie podobno bardzo roznie. Jedni popadaja w nostalgiczna zadume nad albumami zdjec, inni goraczkowo planuja kolejne podroze, jeszcze inni glosza ozologie kazdemu, kto tylko chce tego sluchac lub pisza biznes plan zalozenia malego zoo, z croc'ami i papugami. Sa tacy, ktorzy kupuja w pobliskim sklepie bulgarskie czerwone wino, w domu szybko przelewaja je do butelki z australijska naklejka (albo do casku) i dopiero wtedy im smakuje.

Podobno w wielu krajach swiata, w tym rowniez w Kraju nad Wisla i Warta (!!), nierzadko spotkac mozna ludzi, ktorzy codziennie, wczesnym rankiem, posrod rosy i mgly (a czasem i sniegu), cwicza w miejskich parkach i na skwerach, rzut bumerangiem. Od czasu do czasu, we mgle rozlega sie glosny okrzyk bolu, nie pozbawiony jednak nuty satysfakcji oraz pewnego zdziwienia. Rzut sie udal #*#*@@!!??

Cala Wasza podroz, Wasz pobyt w Adelajdzie, Wasz wklad w rozwoj tej stronki, byl dla mnie nie tylko eksperymentem, ale rowniez przezyciem wewnetrznym i wielka radoscia. Wasze fizyczne zaistnienie tutaj bylo kolejnym dowodem na to, ze WSZYSTKO JEST MOZLIWE, ze swiat sie nie konczy na Cabo da Roca. Jesli dotarles do kranca Europy, to sygnal, ze trzeba sprobowac spojrzec poza ten nowy horyzont. I tak wlasnie sie stalo w Waszym przypadku.

Darz Bor

Stan


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16