Image Map
Jak można spędzić wakacje w Australii »
    Kontakt »
 
   Korespondencje
   Wyprawy »
Wyprawy i podróże po Australii - piesze przejście przez pustynie, podróż dookoła Australii motorem - więcej »
   Galeria »
South Australia
Adelaide »
Eyre Peninsula »
Flinders Rangers »
Kangaroo Island »
Coober Pedy »
Hotele w Adelaide »
Queensland
Brisbane »
Whitsundays »
Cairns »
Gold Coast »
Wielka Rafa Koralowa »
Mt Tamborine »
Fraser Island »
Hotele w Brisbane »
New South Wales
Sydney »
Bega »
Hotele w Sydney »
Victoria
Melbourne »
Great Ocean Road »
Port Fairy »
Philip Island »
Hotele w Melbourne »
Northern Territory
Kakadu »
Darwin »
Tennant Creek »
Hotele w Darwin »
Western Australia
Broom »
Perth »
Hotele w Perth »
Tasmania
Hobart »
Hotele w Hobart »
ACT
Canberra »
Hotele w Canberra »
Book Hostels Online Now

Wyprawa Radka - relacja bezposrednia


Odcinek 6 - opublikowany 24.06.2002 - SMS z Singapuru
Wyprawa Radka - relacja bezposrednia
  Wstep
> Pomysl, poczatki, wizy, bilety
> Australia, z czym to sie je?
> Zbieranie kwitow
> Jak pokonac te trase?
> Dzien wyjazdu
> A jednak kraina Oz naprawde istnieje
> Za kolkiem, z Sydney do Bega
> SMS z Port Fairy, Jedziemy dalej
> Adelaide
> Miasteczko jak Alice Springs
> SMS ze szczytu Uluru, Dziennik z Alice
> SMS znad oceanu, Z Czerwonego Centrum do tropikalnych plaz
> SMS z drogi, brzegiem Pacyfiku w dol, Rozkosze i cuda
> SMS z punktu wyjscia,
> SMS z Frankfurtu - Europa, Europa!!
SMS z Poznania - Godzina powrotu
Juz w domu
> Zakonczenie i podsumowanie
 


Jestesmy w Singapurze. Samolot olbrzymi, lot przyjemny, lotnisko super. Mamy dwie godziny czasu. Odezwiemy sie z Sydney.

Odcinek 7 - opublikowany 25.06.2002. - A jednak kraina Oz naprawde istnieje !


25.06.2002       Sydney, godz. 17.00 (09.00 w Polsce)

No coz, jeszcze nie chce mi sie wierzyc, ale naprawde dotarlismy na antypody. Siedze w kawiarence internetowej na Darlinghurst Road, Kings Cross w Sydney. Wlasnie wrocilismy z dlugiego spaceru po centrum, bylismy obejrzec slynny gmach opery, Royal Botanic Garden, nie mniej slynny Harbour Bridge.

Chodzilismy, zeby sie dobic, zeby zapasc w kamienny sen dopiero wieczorem tutejszego czasu, zeby przyzwyczaic sie do nowego zegara. Chociaz od przylotu o 5.30 rano (21.30 w Polsce) oczy nam sie kleily, walczylismy dzielnie, to zaraz chyba damy za wygrana.

Podroz wbrew obawom minela bardzo przyjemnie. Autobus z Poznania do Frankfurtu przewiozl nas punktualnie, nie bylo wprawdzie szczytem komfortu spanie na siedzaco z podkurczonymi nogami, ale co tam.

Centrum Frankfurtu rankiem okazalo sie pustym miejscem, przyslowiowa betonowa pustynia. Niedobitki imprezowiczow raczej niskiej kategorii zalegaly plac przed dworcem kolejowym, az strach przejsc. Troche mi to bylo do uporzadkowanych Niemcow niepodobne, ale przeciez swiat sie zmienia. Widocznie oni tez.

Czekanie caly dzien we Frankfurcie bylo malo przyjemne. Nie jest to tanie miasto, nawet jak na niemieckie warunki, w city nie dzieje sie nic, musielismy dralowac wzdluz Menu by znalezc jaki ogrodek piwny. Potem obiad w chinskim bistro, drzemka pod budynkiem Banku Europejskiego. Wieczorem odebralismy plecaki ze skrytki na dworcu (2 Eu) i pociagiem pojechalismy na lotnisko (3,15 Eu/osobe).

Terminal 2, z ktorego startowal nasz samolot, sprawil na mnie przygnebiajace wrazenie. Pomimo swej nowoczesnej elegancji byl jakis pusty i martwy, moze z powodu poznej pory i malej ilosci lotow. Mniejsza o to, Boingiem 747, takim pietrowym olbrzymem, odlecielismy w przestworza. Po 12 godzinach lotu, 2 posilkach, 2 filmach i drzemce wyladowalismy w Singapurze. Wg naszego czasu byla godz. 12.00 w poludnie, ale tam juz 18.00.

Mielismy 2 godziny czasu do dyspozycji, wyszlismy na terminal i zamarlismy. Tak pieknego i tetniacego zyciem lotniska jeszcze nie widzialem. Setki sklepow z czymkolwiek sobie zamarzysz, kafejki, fontanny, wodospady, wspaniale oznakowanie. Postanowilismy zostawic imtroche funduszy na dalszy rozwoj i kupilismy w jednym ze sklepow male zelazko turystyczne, oczywiscie duty free. A co?!

Kolejny start w powietrze, tym razem juz krotszy odcinek. Po 7,5 godzinach w powietrzu nasz dzielny samolot dotknal kolami pasa w Sydney. Odbior bagazy, kontrola paszportow i deklaracji celnych (przy odprawie we Frankfurcie dostalismy do wypelnienia karty - tylko po angielsku - zawierajace pytania o jedzenie, roslinki, zwierzatka i wirusy gruzlicy, ktore ewentualnie moglismy wwiezc do Oz) i moglismy krzyknac: G'day, Australia.

Na zewnatrz 7,5 st. C, para z ust, przeciez zima. Po telefonie do Funk House, gdzie zarezerwowalismy spanie (54 A$ za dwojke z jednym lozkiem), podjechal busik, ktory "zgarnal" oprocz nas jeszcze Kanadyjczyka, dwoch Ozzi's z Perth i piec mlodych Amerykanek. 15 min. jazdy i dotarlismy do Funk House (placac po 2,5 A$ za glowe, normalnie najtaniej mozna dojechac za 7 A$ autobusem do centrum). 

Hostel typowo mlodziezowy, ze swoja 30-tka na karku poczulismy sie troche nieswojo, ale po paru chwilach oswoilismy sie ze scianami z grafitti i olejna farba na scianach w pokoju. Jest czysto i milo, to wazne.

Kapiel, i chociaz cialo wolalo: "spac, jest druga w nocy", dzielnie odpowiedzielismy, ze jest 10 rano i idziemy zwiedzac.

I wiecie co: tu jest pieknie. Zdjecia w przewodniku klamia, sa jak dmuchana lala przy prawdziwej Pameli Anderson. Wrazenie niesamowite. Wprawdzie juz jutro rano jedziemy dalej, ale swietnie, ze Sydney zostawimy sobie na deser. Jezeli w calej Australii jest tak pieknie (a moze piekniej?) to chyba sie zakochamy w tym kraju. Zaczatek, takie zauroczenie pierwszym wejrzeniem, juz wystapilo. O rozwoju lub klesce tego uczucia dowiecie sie pierwsi.

A teraz wybaczcie, ale naprawde ledwo stukam w klawisze. Koles z obslugi sie dziwnie patrzy, pewnie mysli, ze jestem zawiany. A ja dopiero pojde do sklepu po piwko (jakies 20 m od hostelu). Przygoda wystartowala, straszny wilk, zwany podroza na drugi koniec swiata, okazal sie nie taki grozny jakgo malowali, lacznosc dziala (SMSy ida jak burza, oboje mamy telefony w Plusie, nie wiemjak z innymi operatorami) a my jestesmy zmeczeni, ale szczesliwi. I tak trzymac.

Do zobaczenia. Dobranoc.            

(17.45 w Sydney, 9.45 w kraju)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16