Image Map
Jak można spędzić wakacje w Australii »
    Kontakt »
 
   Korespondencje
   Wyprawy »
Wyprawy i podróże po Australii - piesze przejście przez pustynie, podróż dookoła Australii motorem - więcej »
   Galeria »
South Australia
Adelaide »
Eyre Peninsula »
Flinders Rangers »
Kangaroo Island »
Coober Pedy »
Hotele w Adelaide »
Queensland
Brisbane »
Whitsundays »
Cairns »
Gold Coast »
Wielka Rafa Koralowa »
Mt Tamborine »
Fraser Island »
Hotele w Brisbane »
New South Wales
Sydney »
Bega »
Hotele w Sydney »
Victoria
Melbourne »
Great Ocean Road »
Port Fairy »
Philip Island »
Hotele w Melbourne »
Northern Territory
Kakadu »
Darwin »
Tennant Creek »
Hotele w Darwin »
Western Australia
Broom »
Perth »
Hotele w Perth »
Tasmania
Hobart »
Hotele w Hobart »
ACT
Canberra »
Hotele w Canberra »
Book Hostels Online Now

Wyprawa Radka - relacja bezposrednia


Odcinek 12 - opublikowany 04.07.2002. - Adelaide
Wyprawa Radka - relacja bezposrednia
  Wstep
> Pomysl, poczatki, wizy, bilety
> Australia, z czym to sie je?
> Zbieranie kwitow
> Jak pokonac te trase?
> Dzien wyjazdu
> A jednak kraina Oz naprawde istnieje
> Za kolkiem, z Sydney do Bega
> SMS z Port Fairy, Jedziemy dalej
> Adelaide
> Miasteczko jak Alice Springs
> SMS ze szczytu Uluru, Dziennik z Alice
> SMS znad oceanu, Z Czerwonego Centrum do tropikalnych plaz
> SMS z drogi, brzegiem Pacyfiku w dol, Rozkosze i cuda
> SMS z punktu wyjscia,
> SMS z Frankfurtu - Europa, Europa!!
SMS z Poznania - Godzina powrotu
Juz w domu
> Zakonczenie i podsumowanie
 


Ghan juz czeka. Za pare godzin, punktualnie o 15.00 (to bedzie o 7.30 polskiego czasu) wyjedziemy z Adelaidy i po nocnej podrozy, jutro o 10 rano powinnismy znalezc sie w Alice Springs - The heart of Australia. Troche bylo problemu z zalapaniem sie na te podroz, kiedy podeszlismy do dworcowego biura podrozy okazalo sie, ze na razie nie ma juz wolnych miejsc. Adnotacja w centrali rezerwacji mowila jednak, ze skoro nie ma wolnych miejsc to ... trzeba doczepic wagon dla innych chetnych. Tak tez sie stalo i nastepnego dnia juz dzierzylismy w dloniach bilet (99 A$/osobe, ze znizka na karty PTSM - YHA, normalna cena dla doroslego na miejsce siedzace - 197 A$.)

Droga do Adeli z Port Fairy byla wspaniala. Pierwszy raz mielismy przedsmak dzikiej Australii, prosta po horyzont szosa, piekna pogoda i niesamowita przestrzen wokol. Caly odcinek to bylo ok. 600 km, z rzadka mijalismy niewielkie osady kilku domkow skupionych przy szosie, wokol obowiazkowej stacji benzynowej. To juz przypominalo krajobraz z albumow o Australii.

Minelismy most na Murray Bridge i juz dwupasmowka wjechalismy do Adelaidy. Wjechalismy, a wlasciwie zjechalismy. Adelaida jes bardzo malowniczo polozonym miastem, od wschodu (czyli z kierunku, z ktorego przyjechalismy) otoczona jest gorami, o pieknie zadrzewionych stokach, na ktore juz wspinaja sie przedmiescia tego rozleglego miasta. Zachodnie obramowanie miasta stanowi ocean, a raczej zatoka Sw. Vincenta. Wspaniala kombinacja krajobrazow, jak rozna od naszej spolaryzowanej Polski, gdzie mozna byc albo nad morzem, albo w gorach. W Adeli jest sie rownoczesnie i tu i tam.

Centrum miasta, czy moze samo miasto stanowi niewielki prostokat moze 2 na 3 km, podzielony na nierowne czesci - City of Adelaide i North Adelaide, otoczone pierscieniem cudownie zagospodarowanej zieleni. Ma sie niesamowite wrazenie, patrzac na miasto z jego wysokimi budynkami,  ze stanowi ono tylko tlo dla zieleni, ptakow i krajobrazu.

W poniedzialek, 01.07., spotkalismy sie ze Stanem, gospodarzem tej witryny. Slowo stalo sie cialem, korespondujac  z nim tylko internetowo przed wyjazdem do Australii, umowilismy sie na spotkanie na szlaku. Tak sie wlasnie stalo. Nie bede opisywal jego osoby, znacie go przeciez rownie dobrze jak ja, czytacie te strone. Napisze tylko - DZIEKI STAN, BYLO NAM NIEZMIERNIE MILO CIE POZNAC.

Razem ruszylismy na podboj Adeli. Na pierwszy ogien poszlo wybrzeze. Zaczelismy od historycznego Glenelg, miejsca, w ktorym pierwszy krok postawil w 1836 roku niejaki kapitan John Hindmarsh. Postawil i z rozpedu proklamowal powstanie nowej kolonii, Australii Poludniowej. Przeszlismy sie wokol  miejsca gdzie to sie dzialo. Nie dziwie sie czlowiekowi, gdybym byl  na jego miejscu i dotarl do tak pieknego ladu tez proklamowalbym sobie objecie tego w posiadanie.

Pojechalismu wzdluz wybrzeza na polnoc, niewiarygodne jak rozlegle jest to miasto, i jak bogate. Przepiekna plaza ciagnaca sie kilometrami, tuz nad nia domy, nie jakies letniaki -  normalne domy, z ktorych rano gosc moze wyskoczyc w majtasach i wziac poranna kapiel w oceanie. Wszedzie dominuje niska, perterowa zabudowa, co jeszcze poteguje wrazenie przestrzennosci. Jadac dalej na polnoc, dotarlismy az do portu, ktory teraz zmienia charakter. Z uwagi na mniejszy ruch statkow, postanowiono stara dzielnice portowa wyremontowac i uczynic z niej dzielnice mieszkalna. Buduje sie tam nowe domy, pewnie cos w rodzaju kondominiow mieszkalnych.

Zatoczywszy wielki luk skierowalismy sie do city. Obowiazkowa wizyta przy pomniku pulkownika Lighta, ktory stojac na cokole wyciagnieta reka wskazuje na miasto. Tak stal ponoc poltora wieku temu, kiedy zarzadzal budowa Adeli, wcielajac w zycie swoja wizje - wizje Lighta.

Potem pieszo do miasta, naprawde efektownego i przyjaznego. Obiad przy Rundle Mall - centralnym deptaku, w duzej restauracji, czy moze raczej sali, wokol ktorej zgromadzone sa male knajpki oferujace najrozniejsza kuchnie. Zdecydowalismy sie na wybor 3 dan chinskich z makaronem (7,50 A$ za porcje) - tak wielki, ze po zjedzeniu mialem klopoty ze wstaniem z krzesla. Troche pobuszowalismy po sklepach, odwiedzilismy biuro w poszukiwaniu biletow na Ghana i wieczor spedzilismy przy lampce, moze dwoch wysmienitego wina rodem z Barossa Valley, winiarskiego zaglebia Australii.

Nastepne dwa dni minely jak z bicza strzelil. Zwiedzilismy Morialta Conservation Park, wspanialy ogrod botaniczny na wzgorzach adelajdzkich. Naturalnie zadrzewiony teren wzbogacono przecudownymi gatunkami drzew i krzewow, tworzac kompozycje zapierajace dech w piesiach (w Australii co chwile mnie zatyka), sciezki, lawki i stoly do piknikowania tworza z tego terenu wymarzone miejsce do relaksu. Pozniej podziwialismy panorame Adelajdy ze wzgorza Mt Lofty (Wietrzne Wzgorze), najwyzszego punktu nad miastem.  Jak na dloni  mielismy cala Adele po sam ocean.

Droga wsrod wzgorz zjechalismy ponownie do city. Odwiedzilismy Central Market, pod wspolnym dachem zgromadzone mnostwo sklepikow wszystkich branz, taki bazar ze wszystkim. Ciekawostka byl polski sklepik z towarami prosto znad Wisly - dzemem Krakus, zupami Winiary i czekolada z Goplany.

W polozonym opodal sklepie z odzieza kupilem sobie pamiatke z Australii, o jakiej zawsze marzylem - prawdziwy skorzany kapelusz (43 A$). Justyna twierdzi, ze wygladam w nim jak prawdziwy Ozzi - zalozylem go od razu i teraz sciagam tylko do spania. Na wyprawe w Outback w sam raz.

Pozniej zwiedzilismy jeszcze Muzeum Australii Poludniowej, ze wspaniala wystawa o Aborygenach (gratis!), uniwerek na ktory zaprowadzil nas Jaro, syn Stana, obejrzelismy budynek parlamentu. Czas pozegnac sie z Adela, ktora moim zdaniem powinna reklamowac sie tym haslem, ktorego uzywa stan Victoria - The place to be. Nie bylem jeszcze do tej pory w tak przyjaznym i fajnie zorganizowanym miescie, tylko pozazdroscic mieszkancom.

Planowalem tez dalsza podroz. W Alice chyba wynajmiemy auto na 3 dni, zeby zwiedzic Uluru i Kings Kanyon. Alternatywa jest zapisanie sie na zorganizowana wycieczke. Poszukalem ofert, ale nie chcialem podejmowac decyzji w Adeli, postanowilem poszukac u zrodla, czyli w Alice. Jedyna planowana wiec rzecza pozostal The Legendary Ghan - juz za pare godzin. W relacji z serca Australii postaram sie podac, co sie z nami dzialo (a mam nadzieje, ze bedzie dzialo sie duzo).

Aha, dwa pierwsze dni w Adeli mielismy piekna pogode, slonce i cieplo (17 C), wczoraj lalo przez duze L, dzisiaj jest sucho, ale pochmurnie (15 C)- taka zima. W Alice jest ponad 20 C, wygrzejemy troche gnaty. Do zobaczenia.


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16